Przejdź do treści
5 wierszy
Bez kategoriiPiotr Niewiadomski
BEZ KATEGORII

5 wierszy

Opublikowano w: Nr 02•2025 [15]

Środa o dwunastej w południe

najszybciej ze Szwedzkiej do Kauflandu po wino
idzie się przez zielone ruiny przy Stalowej
mijam je patrzę a tam
Kot
jak ja idzie na Kaufland i widzi że go widzę
więc siada lizać łapę czarną jak cały on

wróżba to jasna otóż Kosmos ma zwyczaj całe
szczęście wiązać z czarnym Kotem
nie złym co przecina drogę
a właśnie równoległym

idź ramię w ramię z czarnym Kotem a znajdziesz skarb
na przykład skarb
kierowców MPK
odłożony na firmę którą chcą założyć
albo kufer
deweloperów
odłożony na czarną godzinę w celu pomocy
nam
pełen pieniędzy ten nasz świat
tylko idź wraz z Kotem

gdy przeszedłem mu drogę Kot legł w zieleni
ruin Oczy jego Eldorado cóż Kotku rzuciłem
nie mogę bo w moim równaniu jeszcze jeden
Kotek
co przeciąga się i macha czarnymi od rajstop nóżkami
i śmieje się na myśl o winie

Moi koledzy

moi koledzy inaczej niż ja co dzień harują
na humorach szefów smażą kruche kariery
nie widzą nie słyszą od huku a do tej pory
nie dorobili się pałaców
ba domu
przy którym mógłbym rozrzucać liście
bramy którą bym wpuszczał chmury

tak samo Księżyc tyle lat się znamy
nie co noc ale haruje przecież na zmiany
a zawsze to ja stawiam gdy się widzimy

tak też Słońce
choć jak to się mówi w Polsce
jego praca sezonowa
to czy naprawdę nic nie ma? a by się myślę podzielił
przecież to z nim bawiłem się tyle razy na dywanie

a może pamięta mi
że czasem
w pauzie gry
zerkałem na kurz ganiający darmo w jego blasku
i śmiałem się w duszy z tego
jak skończy

Staromodne głupoty

nietypowe zaręczyny dziś tylko na niby
przewijane w rolkach milionowych
dlatego warto czekać cały eon i gdy życie
wylosowałem papieża a ona pokutnicy
posypałem jej włosy zamiast popiołem
na oczach całej bazyliki płatkami złota

po zaręczynach nietypowych i ślub ma być taki
przekleństwo dla miasta i świata lecz co robić
spaliłem bazylikę i przyległości a w popiołach
co im słońce stygnąć nie dało zanurzyłem jej palec
miękkie to twoje miasto – orzekła – jak kotek

Szukam człowieka

wreszcie nikogo! pusty beton nabrzeży
centralna rzeka ptaki pordzewiałe śruby mostu
powoli odkręcają się
w rytm wielkiego kosmicznego roku

i naprawdę nie ma ich!

są w pracy i w szkole są na uczelni i gdzieś
wlepiają mandaty i jadą przez las by nasikać
na sosnę nakładają ornaty i piszą wiersze
w metrze zachwyceni wchodzą w ciepłe morze
wokół wyspy Kos
i to morze i każdą szklankę wina każdą kawę
przebaczam im z serca nie ma o czym mówić
bawcie się dobrze skoro was tu nie ma!

o nie! jednak się znalazł ten dziadek
co udawał wierzbę a wyłowił tylko górniczą lampkę i teraz
śmieje się i idzie tu

sam wpadł z powrotem w rzekę powie
w co każdy mu łatwo uwierzy
a najłatwiej ja

bo już będę woda chmury
będę chaszcze i odbicie nieba

Serce za tysiąc siedemset złotych

dawno temu na imieninach u księdza rektora
rzuciłem żart o opętanym proboszczu
który po długich egzorcyzmach w końcu
wypuścił diabła ze swych szponów
co spotkało się ze śmiechem
zebranych kapłanów
lecz nie wszystkich
oto poruszył się posąg na czarnym tronie
bo ten jeden miał większe i wyższe krzesło
niczym tron pergamoński bo był Gościem
Wyjątkowym Gościem
„wszyscy wiedzą Piotrek, że masz wiele problemów!”
rzucił Prałat „Kocham każdy z nich” odrzekłem
i wzniosłem toast za wszystkich zakochanych w prałacie
wypiliśmy
po czym nasz gospodarz usiłował zmienić temat na ser
a ja akurat tego dnia widziałem w markecie kawałek sera z pomyłką jak sądziłem
ktoś napisał na etykiecie 1700 złotych za kilo a ja taki sam widziałem w innym sklepie
za pięćdziesiąt złotych za kilo i kupiłem mały kawałek płacąc złotych osiem
i wymówiłem nazwę sera
i błędnie ją wymówiłem
tym razem posąg na tronie nie tylko się poruszył lecz i Ożył
jak się okazało Prałat jadł prawdziwy ser taki co ja go tylko widziałem
jadł prawdziwy ze Szwajcarii a nie z marketu jak niektórzy
powtórzył sto razy że jadł ten ser
nie litanię o moich problemach
ale litanię o drogim serze który niegdyś jadł
nie chwalił się swoimi tytułami
nie chwalił się dochodami swej firmy
nie chwalił się że na ołtarzu łamie w palcach boga
nie chwalił się że potrafi też złamać człowieka
tylko ryczał o serze
jakby on jeden był Prawdziwy
„Boże” myślałem sobie gdy pochylał głowę biorąc oddech
przed kolejną szarżą
„jak dobrze
jak dobrze
myślałem Człowiek nie ma serca
a tu i serce i diabeł i szpony”

A