7 wierszy
są tu
urwane naczynia
najpierw drgają trochę
patrzymy i musimy
myśleć, że tańczą
stąd się bierze różowy okular
nigdy
nie ruszyła się o krok
z tego ogródka
zrywa kwiatostan floksu i wbija mu
w gardło łodyżkę
czerwonego kosmosu (atrosanguineus)
nadaje mu imię marii antoniny
tym razem
[znowu w nawias]
ujścia
Straszne bycie tutaj, trzeba wyginać szyję,
głos podcina krople i otwiera górą,
tymczasem już dawno
nie mogłam się przelać.
(Le)
Czasem to już. Nowy język i podniebienie z grotą, jakieś pola.
Ręka w kieszeni jeszcze w uchu kubka z herbatą.
Aż przećwiczy porcelanę, nowe zawiązki liści i mocne
wyśpiewanie (mogę je uściskać?, mogę?)
Le
pisać i wyrzucić to, czy mieć prawo dać
maszynie ruch
nadążne nadrukowanie, dziś mocny strach
zabrałam dziwne kawałki
z biurka, łazienki, popielniczki.
muszą się przekręcić przez obcość,
przez daleki wzór.
straszna fizyka pracuje w moich żyłach
portal
znajduję zupełnie
nieprawdziwe definicje
architektura czy tam jakieś kody
to śmieszne
bo oni nic nie wiedzą dzisiaj
portal to bluzka w gałązki
trzymana pod kołdrą albo pod piżamą
z resztkami twojego naskórka potu dymu z fajek
po środku po wąsku
lekutko patrzę przez jeden bark potem drugi
tu tłuste powietrze i tam
w jedno można się rzucić
drugim czołgać
zamykam w brzuchu ten gest
***
bawię się w ostatnie kółko pociągu,
pamiętam młot na stacji
naskórek
maki i te niebieskie
poligony, uskoki ramp
musi mi wystarczyć
wprasować się w metal, nie w powietrze.