Przejdź do treści
7 wierszy
PoezjaIwona Kacperska
POEZJA

7 wierszy

Opublikowano w: Nr 01•2025 [14]

Ryba i kryształ

moje szamotanie się w naelektryzowanej chmurze
bredzenie o kącie padania światła, o wodzie i powietrzu
tyle śniegu! lecz nie przestałeś być głodny
w środku nadal jesteś czarny

gdy połknąłeś słońce, wykrztusiłeś popiół,
nic nie złowiłeś podczas ciemnych nocy
nic oprócz powietrza

jakieś „może”?
tak mogłaby połyskiwać łuska

ale

nim znów wstanie słońce
podniesie się ziemia
wyżej
wyżej
będziesz obracać w ustach
ość
pytanie o symetrię

ciao mare

znów zasypia w trakcie, rano nie pamięta
co jeśli imion więcej jest niż rzeczy?
że o rzeczach nie wie, przynajmniej nie wszystkich

jeśli nie zna imion, jak policzyć owce? może to ta sama, może liczy w kółko?

potem znów notuje: do stołu, do domu! do diabła,
po zmarłej babce, czułby się nieswojo, lecz czy dostał własne? mamo,
szukam! wierzę, zwierzę, o! teraz inne, berek! modyfikacje
genetyczne, pomelo czy… a jednak pomelo, ciao elo,
znużony dociera na sam brzeg zeszytu

wzbierają, huczą, wyją, szemrzą, plotą, bredzą, nie przestają mnożyć

dla naszego dziedzictwa wszystkie derywacje
dla naszego dziedzictwa – niech zbierają łupki
dla waszego dziedzictwa – niech odkryją luki
dla waszego dziedzictwa

dla mojego spokoju

może liczą sprawniej? gdy zliczą imiona, dopasują rzeczy?

gdybym mógł opowiedzieć

o tym, że świat przygniótł mnie swoim wielkim, tłustym tyłkiem.
w moim za mało dzieje się za wiele, jestem zajęty, dookreślam, aż będzie dość,
by działo się mniej. dostawiam parę drzew, ławkę, przyspieszam im krok, minęli mnie?
nie. wydaje się, że wychodzę, zamykam drzwi, wydaje się, że otwieram

o tym, że nie przyjadę latem do Vence. tak dalekie są lato i Vence. nie.
jestem zajęty, przesuwam palcem chmury, przeżuwam słońca, wypluwam księżyce

o tym, że gdyby nie świat, zbyt okrągły, za tłusty na żółwia, zmyślałbym
sumienniej, aż byłoby prawie że, może naprawdę, latałbym,
balonował do tamtych oddalonych miejsc. gdyby nie

na co ten wiatr, na wietrze nici, splątanie pasm?

A gdy kobieta

Winorośl oplata mury mojego domu,
zagląda mi w okna. Wiem, że tam jest. Co widzi?
Czy ciemność, w którą ja patrzę, tylko wyraźniejszą,
odciętą od światła? Stoi w drzwiach, noc
wchodzi tuż za nim. Noc parna.
Wilgotna. Zapraszam do środka. Jest bliżej.
Zaraz rozpoznam ślady i zapach ulic Side.

Zostawię na nim własne.

Noc parna, wilgotna. Słyszałam (albo mi się śniło),
między słowami cisza twardniała i rosła, gdy rano odchodził,
patrzyłam za nim z okna. Odeszła też noc, parna, wilgotna.

Kamień, który upuściłeś, wpadł do mojego ucha.
Zamęt, zamęt. Kobieta – grzechotka.
Są we mnie suche morza,
i pustynie, szarości i beże, mam w żyłach
piasek.

Kamień, kamień.
Jeszcze mną telepie, już się nie baw.

A ten, który stoi w oknie

A ten, który stoi w oknie
tym samym, chociaż zmieniają się pokoje,
co widzi?
Jego splecione za plecami ręce.
Jego splecione za plecami ręce.

Chociaż jest coraz lżejszy, zapada się w łóżko każdej nocy głębiej,
że może i we wnętrzu ziemi śpi, takie ma czarne palce.

Jakby się czegoś chwytał.
Jakby nie chciało go puścić.

Czemu się sobie śni, że stoi w oknie,
tym samym, nawet jeśli zmieniają się pokoje?

***

Powiedz jak to jest nie mieścić się w skórze? W głowie, w pokoju,
w tym mieście. W Side pracowałem w ogrodzie, wytrwale, ale to w tobie
rósł kamień, nie zmieniał się w pestkę. To samo uwieranie.

Na głos: uwieranie. Wiem, że chcesz uciec, pobiec w stronę morza.
Głośniej! Samouwieranie!

Piach czy prochy? Był wczesny poranek, moje grzebanie w ziemi, w snach
twoje. Jaki kształt ma morze? Wielki błękitny płetwal, płat, który się mieni?
Chcę, lecz nie potrafię go objąć. Ty. Czarna gruda w dłoni, łuska nasienna.

Zbudziłem się – gdy biegła w stronę morza, patrzyłem za nią z okna.

Myślał: zapadanie. W suchy, potem w mokry piasek i jeszcze więcej kamieni,
kamieni, przywieranie w wilgoci. Widział, tam, w oddaleniu, jak się zmienia,
gdy do niego wchodzi, jak odbija jej kształt, robi na nią miejsce.

Jeśli się poruszę, morze ruszy ze mną. Bliżej, bliżej. Teraz jesteśmy jedno.
Czy ma znaczenie, że wciąż się wymyka, że nie zna struktury? Czułe pasma
które mi się śniły.

I spokój.

***

pod otwartym niebem
jestem uchylona
(skryty łapacz śniegu z głową przekręconą)

i tylko zbyt zwinny język mnie zdradza
ile złapałam! ile mi umknęło

gdy ukryłam w ustach niemałą śnieżynkę
żeby nikt nie słyszał śpiewu
o przemianie w kamień o przemianie w lód?

ktoś inny naciągał i zwalniał moje ramię
wtedy! już!
o! ten biały pocisk właśnie powrócił i ominął serce

pod otwartym niebem
jestem atonalna
(mea pulpa nucę z roztrzaskanych nut)

teraz – tu
dla ciebie kwitnie dzikie mięso
teraz – tu
dla ciebie moje dzikie mięso

A