8 wierszy
tłum. z katalońskiego Krzysztof Katkowski
Plosy
Czas utracony. Czas utracony. Czas utracony.
Powtarzać te same słowa nad co to większymi otchłaniami –
to jak rozebrać się, by znaleźć drogę
na drugi brzeg.
Plosy.
Jedna rzecz czy druga
Lepiej wpaść do studni
niż nieść dzban do źródła. Lepiej
umrzeć w spalonym lesie
niż stać w wierzby cieniu.
Wszystko odzyskuje
znaczenie im bardziej wielka mgła
zalewa zmysły.
Nie wymazuj
starych słów.
Staraj się, przede wszystkim,
do źródeł wody wracać – bogiń.
Zgromadzenie
Widziałem przyjście i odejście, widziałem z daleka
te zgromadzenia ludzi – sztandary ich i wrzawę –
a były one na zboczach gór.
Biesiadowali, pili, tańczyli, podekscytowani.
Później mężczyźni ci pokrywali dziewczęta,
poszalałe, o biodrach klaczy, to wszystko
w czasie, gdy czerwieniało niebo.
Ty, ponury chłopcze, nie drąż bez końca
skorupy własnego mózgu, nie wpatruj się
w kafelki z ptakami – ni ozdobne szyby,
nie przeżuwaj też chleba słowa.
Dołącz do wszystkich. Wymyśl sobie radość.
Skok w nie-rzecz
Nie wiem, dokąd idę, wiem tylko,
że zmierzam ku nie-rzeczy.
Od dawna już niszczę się.
Nigdy nie będę wiedział, gdzie jestem.
Nigdy nie zdołam zobaczyć
prawdziwego morza na dnie.
Mogę jedynie spoglądać
przejściowo na rzeczy.
Basen
Nie każdego ranka,
nawet jeśli to niedziela,
możemy otworzyć się na życie,
zrozumieć nagle, że to nie tylko
frustracja, praca, lecz też – gładka trampolina,
z której, ciało skacze, wyprostowane, i spada
do podłużnego basenu,
z którego zdaje się, że nigdy już nie wyjdzie.
A jednak wychodzi – uśmiechnięte,
ociekające, promienne –
i opuszcza się, by opalać się.
W dobrym towarzystwie
Wielu ogrodów z piwoniami,
liliami i groszkiem
o zapachu, to miejsca są dobro-czucia,
gdy światło obniża
głos i, bez hałasu,
przez zakamarki wieczoru,
oddala się powóz
rozpaczy.
Dzień skręca szyję,
jakby był pełnym kłosem.
Noc należy do nas.
Rozpal nam wino.
Jakiś głos dobiegający z ciemności
Słuchaj mnie, zawsze będziesz słyszeć jeszcze
bardziej ten głos, który tak głęboko w sobie zbierasz,
taki zupełnie, jakby nie był mój, lecz tylko głosem
był kogoś, kto woła cię z bardzo daleka.
Z fosforyzującego morza, gdzie rodzi się
wielka burza, którą ty i ja umiemy
zachować i ją uczynić naszą.
Nie mam teraz czasu
Nie mam teraz czasu
jeździć na zapalonych
koniach.
Czuję, że zamykają
bar.
Idźmy do tej: pewnej,
przejściowej śmierci
snu.
I zacznijmy tworzyć
nowe formy życia.