17
Peryklog: start.
0.
Odrzyskóra, jednostka pływająca, odbiera glojos z dobrze naoliwionych barków Falassy. Dowodzi nią Krota, akuszerka wyższej rangi, o imieniu, które czasem kojarzą z grotą, gdzieś z krotką nazwy jajorodnego zwierzęcia. Może żółwia, może gołębia, może jakiegoś ssaka, ale nikt już nie pamięta, czyje jajo było pierwsze. Załoga najczęściej mówi per babko.
– Skoro znikniemy i my, i wszystkie nasze statki, i wszystkie wody, wszystkie pomniki białka, spiżu i światła, to… – Krota zawiesza głos – …czy zniknie wcześniej chęć, żeby jakoś tego uniknąć?
Zanimby kto puścił kruka, który wczepia się w deski rozmowy, sosnę na kołkach z dębiny, szczelną od mleczka drzewnego i żywicy, Krota płynie w samotności:
– Po pierwsze: Nie możemy tego uniknąć. Słońca zgasną za chwilę, zginą kosmosy. Wyszarpiemy może milion lat, może miliard. Krótki oddech, nic więcej.
– Po drugie: Nie możemy tego uniknąć. Możemy tylko zamykać oczy. Udawać. Tłuc termometry.
Trzask. Wieka powiek. Cisza.
Przerywa ją Płaszczka, pierwsze skrzypy na pokładzie:
– Nie unikniemy niczego, czego nie przemyślimy. Warto przyjrzeć się dokładnie proroctwu końca i wskazać możliwości jego niespełnienia. Sprawdzić każde założenie, a nie ufając żadnemu.
Działając schludnie, w punktach.