międzyplanetarna zbieraczka, zbieraczka zgięta wpół (fragment)
prolog
IDZIE, IDZIE WSTĘP
międzyplanetarna zbieraczka, zbieraczka zgięta wpół
ona idzie do przodu, nie niecierpliwi się
jest
pochylone wpół postaci
ciągle zgięci wszyscy wszędzie
idzie przez pola lasy
kto
zbieraczka, zbieraczka zgięta wpół, idzie przez kontynenty i planety
międzyplanetarna zbieraczka zgięta wpół
jest pradawna jak kamień, który wchodzi na górę sam, jak zbieraczka samotna, która idzie, idzie
co widzi zbieraczka:
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pradawna zbieraczka, zbieraczka upuszcza na podłogę śmieć
i zbiera go z powrotem do wora, międzyplanetarna zbieraczka zgięta wpół
CO SIĘ WŁAŚCIWIE STAŁO
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
WYMIENIŁY SIĘ I TAK TO SIĘ ZACZĘŁO
znowu zaczynasz. kolejne zaczęcie. otwarcie kolejne. zaczynam od nowa, bo tak to się zaczęło. idą te postaci pod górę, to się tak właśnie zaczyna. i znowu wiadomo, w którą to może iść stronę. dlatego musimy zrobić zbliżenie. komplikacje innego kształtu. innego wymiaru. obraz. musimy zrobić obraz. wyostrzyć ten świat, jakoś go wyodrębnić.
one
są
i
I
TO JEST HISTORIA POJAWIENIA SIĘ ZBIERACZEK
ja nigdy nie wiedziałam jak w zasadzie rozmawiać – mówi zbieraczka zbieraczka.
postanowiłam zostać ciałem, patrzeć pod nogi. nikt nie zwracał na mnie uwagi, dlatego też nikomu to nie przeszkadzało. byłam ciałem, patrzyłam pod nogi. słuchałam i patrzyłam pod nogi, słuchając nóg. i wtedy to się zaczęło. wtedy to się stało. poczułam, że codzienność jest osobliwie rytmiczna, jest samopochłaniającym się praniem. jest tak, jakby nas wcale nie było, i poczułam, że muszę zrobić coś większego, wiadomo. zostawić ślad, ale inaczej, coś, co będę robić całe życie, ale nie specjalnie. coś, co będę robić, bo i tak robię. po prostu będę to robić. i już. byłam leniwa, robić to co już robię. tak to się zaczęło, ale na tym się nie skończyło. nie skończyło się na idei radykalnego nie zrobienia nic szczególnego, nic szczególnie nowego, przewrotnego. w czasie, kiedy inne starały się uchwycić prawdę, stworzyć coś. mnie pochłonęło zupełne nic. zupełna, nieskończona, codzienność.
TO SPOŁECZNOŚĆ LUDZI ZBIERAJACYCH SIĘ, ZBIERAJACYCH OD POCZĄTKU, ROZDARTYCH
to leżało wszędzie. obraz, aż jeży się włos, taki wysypany obraz jak rozsypany kubeł, zsyp. jak zapach zsypu w bloku, zsyp. rozsypane. rozsypane wszystko, porozsypywane rytmicznie, co to za rytm, to jest cholernie rytmiczne, ten zsyp. jak choroba. jak kasza w gar.
co tu się właściwie stało?
ZUŻYWANE ZUŻYE
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
pety, kości, pety puszki,
JESZCZE RAZ OD NOWA
w tej historii nie ma jeszcze porządnego punktu odniesienia, a więc ja nim będę. jestem zmęczona, przybyłyśmy tu dawno. nie ma już domu, nie będzie. nie do końca wiemy, gdzie jesteśmy. nie ma tu skażenia, woda jest świeża. szanujemy się wzajemnie. nie zadajemy zbyt wielu pytań. uczymy się nowych kształtów do nazywania stanów rzeczy. katastrofy nie są nam obce. mamy je już za sobą. jesteśmy nowonarodzone. nic nie może być gorsze od tego, co się właściwie stało. nie umiemy o tym mówić, tutaj nie chcemy już języków. nasze ciała się zmieniły, upłynniły, oprzytomniały z bólu. nie ma już czegoś takiego jak ciało, rozszarpało nas i przeniosło. nawet sobie nie wyobrażasz.
pierwsza litera tworzy opowieść, a inne mówią, cała konstelacja, to już nie ten sam egocentryczny wymiar dla czterech kończyn. pierwsza litera wymienia się z drugą, wymienia się z trzecią, wymienia się z czwartą. tak bez końca.
MIKROSYSTEM NA ZUŻYTYCH WARTOŚCIACH
niektóre z nas nie chcą tej nowej rzeczywistości, wymyka im się z buzi, przez palce. niegdyś takie na kości, sprężyście owleczone ciałem. dzisiaj przepuszczalne, wodorowe okablowanie mineralne trzyma w ryzach tylko myśli. puste spojrzenie skończyło się, dzisiaj już nikt nie patrzy w oczy. tu się przeszywa na wylot ściany.
one założyły alternatywną wioskę. na skraju tej generacji, tej przecznicy, tego kwadratu poprzecznego, o kilku wtórnych numerach, pod pierwiastkiem i minus kilka. jedna nazwała drugą zbieraczką. podobno to stary świat. tutaj wszystkie wszystko widzą. tylko nie wy. wam trzeba pierwszych liter, wam trzeba osób by mówić.
świat bezdźwięczny w przestrzeniach odprysków po galaktycznej pamięci. odtworzyły co mogły, jak mogły, jak umiały, od samego początku. mają system starych wartości, wymieniają je jak zużyte przedmioty, a może to przedmioty wymieniają bez wartości. tęskno im było do świata. nam to nie jest do niczego potrzebne, i nie do końca da się to tutaj zrozumieć, na wodorowych liniach bez ciała, można tylko dobrze się uśmiać. z wielu rzeczy, myślę, że to dla was obce uczucie, półki wam się to nie przytrafi.
CHYBA COŚ PRZEOCZYŁAŚ
ZASADA I
kiedy zbieraczka nie ma, co zbierać, zbiera wodę deszczówkę. ale nie dlatego, że nie ma wody. jest wolna woda, bez ograniczeń. zbieraczka musi zbierać, taka jest zasada, więc zbiera. a potem, w zamian za przedmioty, daje innym wódę deszczówkę. woda deszczówka jest lubiana przez wszystkie, bo jest przydatna do wszystkiego. uniwersalność tej wody do wszystkiego jest cenna, a co najważniejsze jest nazbierana. nazbierana na dachu, przy płotku, w beczułce, to szanują właśnie zbieraczki.
DRUGA LITERA, OSOBA
druga litera, osoba to będziesz ty. w ten sposób zaczniemy mówić całym alfabetem, po kolei, jak to się tutaj robi. będziemy mówić wspólnie, jednymi ustami, we własnych głowach. nie myśl o tym za dużo.
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
co się stało, co tu się właściwie stało,
A POTEM POCZUŁAM SIĘ NIECHCĄCY
czy da się przeżyć dzień bez katastrof, przemocy, bólu, atomowych bomb, katastrof, katastrof. ta powieść nie chce, nie może się skończyć – mówi morfujące coś, co poczuło się niechcący.
czuję ból, metalowy pręt, sznur. czuję, że nie mogę dalej mówić. jestem teraz przywiązanym do budy psem, mieszkam w zamkniętym kojcu, nie mam ubrań, proszę wypuść mnie. nie chcę prosić, wypuść mnie, nie powtórzę drugi raz.
a potem nastąpił grad i koniec pewnej epoki, przemocy i katastrof.
KOŚCI ZBIERACZA
zbieracz kości zachwyca się tobą, ciebie już dawno nie ma. są twoje kości, miednica, kość ciemieniowa. zbieracz kości nie myśli o tobie, zbieracz myśli o kości. ułoży ją na progu domu, zetrze jakąś część na proch. wydaje się zwariowany, ale to on rzuci ten proch w ocean, pożegna cię mimo, że myśli o kości. zbieracz kości zawsze myśli o kości. kości mają różne kształty, piszczele o różnych długościach. my tego nie rozumiemy, tej odtwórczej fascynacji przeszłością. my patrzymy w przyszłość, oczami szeroko otwartymi, oczami bez gałki ocznej. to może być coś jak obce światło, nieznajome prześwietlenie.
zbieracz kości opowie nam historię o szkielecie, tak szlachetnym, jak dawne sprawy. o szkielecie, który pozwolił mu przeżyć katastrofę. nie było żadnej katastrofy, to był zwykły gniew, to był szkielet kobiety.
zbieracz kości jest nieczysty, kości są nieczyste, tak mówią dawni ludzie wyobrażeni w naszych głowach. my tego nie rozumiemy.
– nie zrozumiesz tego, nawet sobie tego nie wyobrażasz – mówi zbieracz kości.
ta historia zaczyna się na progu, jak każda historia o miłości. najlepsza w byciu człowiekiem jest niewiedza, brak przewidywania przyszłości, upadek. upadek jest najlepszy twarzą do kości. rozdarcie i zupełna zmiana kierunku, biegu zdarzeń, to jest najlepsze w byciu człowiekiem. poznałem ją na progu, odtąd byliśmy razem. brak wpływu. wpływasz, wpływasz. i jesteś na progu. na progu, uderzasz twarzą o beton, o próg. budzisz się i wstajesz i chodzisz do pracy, do parku. budzisz się, kąpiesz aż do kości, uderzasz o bruk twarzą. twarzą, aż nieznajomy rzuca w ciebie petem, niedopałkiem, a ty nie reagujesz agresją, i jesteś zadowolony z prostego posiłku. jesteś na progu. na progu. to jest ckliwa historia o miłości, pełna pasji. przepełnia cię ogromna wdzięczność nawet jeśli nikt jej nie zauważa to wiesz, że bierzesz udział w tej ckliwej historii, która przydarza się ludziom. to cię cieszy i świecisz, promieniejesz jak obce światło, nieznajome prześwietlenie. uśmiechasz się do siebie, bo to aż do kości twoja historia.
– nie zrozumiesz tego – mówi zbieracz kości. uznałem, że już zawsze będę zbierać kości. podziwiać to, co w ludziach ukryte, co przyklejone, wykrzywione, zwyrodnienia, skoliozy, złamania. to, co zostało, jakaś pamięć o zamkniętej historii, niemożliwej do poznania. o historiach zwykłych, banalnych, podobnych do siebie, odtąd zbieram. zbieram kości.