5 wierszy
Pan
Tęsknię za moją trzygłową Margaret. Za naszymi dziećmi, Ohmem i Ohmką.
Jak tam jest? Gorzej niż myślicie.
Jak w parku jurajskim? Jak pod żelazną kopułą. Wszędzie mnoży się życie.
Jak mówi się o nas? Euklidesowa szumowina. Nie poznają, że Marlowe
to Szekspir, a Szekspir to Marlowe.
Dlaczego niebo jest czarne? Dlatego, że dopiero czeka was rokoko.
Rosja? Wchłonięta przez Chiny, wchłonięte przez Wielkie Vanuatu.
Czy ktoś ocalał? Tylko ty.
A złotousty brodacz? Nie powinien podchodzić tam, gdzie gotuje się zupę.
A złotousty brodacz? Trzystu dobrze naoliwionych spartan
popycha taran jego języka.
Czy po tym wszystkim warto inwestować? Warto inwestować.
A kto miał własny helikopter? Nie ocalał.
Kto ciągle siedział w pracy? Ten się podał na tacy.
A Paul Celan? Ancel Paul ma się dobrze.
Stojak na zbroję
Dowiedziałem się o tobie czegoś. Żyjesz w świecie fantazji.
Pan dzielnicowy założył ci błękitną teczkę w świecie fantazji.
Zerwałeś kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem
(fakt, było dupkiem) i żerujesz aktualnie na cudzych.
Gęś odbiła się od tafli jak na idiotycznej trampolinie,
drzewa i chmury splatają się w debilnej dioramie,
kłoda żuje wiewiórkę jak w pierwszych filmach i kolektywnie,
pamięcią gatunkową, tęsknisz za jednym dniem świętego spokoju;
siekanina, którą jesz, wypluła antybiotyk, czereśnie
napiły się czarnego soku, teraz rosną i duszą cię jak obroża.
Ulala. Niestety wystarczy? Niestety nie. Świeża krew.
Wesele
Oboje, klarnety, duchołapy: wszystko skończyło się weselem.
Leje deszcz, chowam się pod stukilowym kręgiem sera,
praktycznie nie ma rzeczy, które by mi nie sprawiały przyjemności.
Teraz? Jakie teraz? Nieustannie! Hurtownią krogulców
przejechałem się na pole truskawek, zostanę zerwany, będziemy razem,
ludzkość (człowieku…) bez problemów dermatologicznych.
Człowieku, przyzwyczaiłeś się do maltretowania swoich myśli.
Wymyśliłeś słowo Gruczoł, a mogłeś wymyślić inne.
Pierwsi ludzie szli jakby oklapnięci, bali się każdego echa:
z tobą jest podobnie, boją się twojego echa.
Musimy więcej zarabiać, potrafimy
To przychodzi, ponieważ na to się pozwala: oskarżaj
swój metan, aż wyleci z niego jakaś słodycz, ojciec Jacenty,
zarobki skorumpowanych pediatrów. Ominąłem żyda i goja,
dokąd teraz? Na jak długo? Jeśli chcesz, twoje zamknięcie
napełni się słodkością, zmysły zaczną skupiać się bez trudności.
Jest jedno ale: sobowtór. Przy stole. Na stole. Umieszczony
w egzystencji jak feler. Każde działanie umysłu, które odbywa się
bez oziębłości: pewien gość wtoczył swój dom na bagno.
Do niczego nie jest podobne takie trwanie przed majestatem:
pewien gość wtoczył swój dom na bagno.
Porządek
Porządek precyzyjnie uchwyconych detali
zapewnia szczęśliwe życie. U mnie jest inaczej,
zignorowałem realne. W sobie mam urząd,
który zadaje niewygodne pytania: dlaczego ten człowiek
jest stale pokryty borowiną? Pilnik zarył wody?
Każdy zakup jest pilny, jakbyś rzeczywiście nie miał czasu?
Masz go stóg, cały wręcz wibruje niechcianym życiem.
Głupio się kłaść na dzwonie i kołysać, również głupio
kazać dzieciakowi płacić za torebkę z grzechotnika.
Dobrze jest za nic nie płacić, piłować sobie samodzielnie
jak w domowej sekcie małej zaradności. Mam samochód
na słoniowej stopie, jest wolny, doskonały. Mam pralkę
z trzonowców hipopotama, jest głośna i niezawodna.