3 wiersze
Ekspozycja
Za każdym razem gdy jestem w pokoju
Pokój boi się że nie jest sam
Skąd to wiem?
Robi się w nim chłodno
Duszno
Jego serce jest bardziej aktywne
Myśli się w nim więcej i szybciej
Słyszę jak modli się szeptem
Jego głos drży
Modli się
Żeby akurat teraz nie było awarii prądu
Żebym zlitował się
I jak najszybciej wyszedł
Rażące błędy
Kocham cień
Ja cienie też
Stoisz razem ze mną przeciwko światłu
Które chciało wyplenić nasz mrok osobisty
Przecież bez niego bylibyśmy każdym
Ale niestety ludzie boją się ciemności
Tylko nieliczni zerkają na nas jak na drzwi
Wchodzą zafascynowani
I idą wciąż w głąb
Nie szukając nawet włącznika
To jest właśnie prawdziwa mdłość
Estetyzm
Wielościenny drenaż policentryzmu
Poraniony przekwitłym wodospadem
Rozwarstwia się krnąbrnym balkonem
Fioletowe szyby pustynnych waltorni
Zroszone swawolnie katafalkiem
Zawoalowane drogocennym wiatrem
Piętrzą się wielkodusznie wśród ramion
Dwojako senne poprzez kruchy wachlarz
Element tymianku syci się miedzią
Porusza barwą folgując wdziękiem
Daleki molibden pomiędzy hossami
Zasięga lontów walecznych tercji
Wodzi symbolem zaręczywszy tajgę
Upływa wrzeciono tajna bagatela
Podzielone duszą fortece stadiów
Części jutrzni sople modalności
Woskowe gmachy czarownych ksiąg
Zapełniony maszt turkusowych dóbr
Głazy harpuny jaskrawe naczynia
Rozpiętości krańców mozolnych darów
Wolność triumfalnych tamaryszków
Rezonuje z troską galanterii pyłu