Przejdź do treści
Coś nie działa
ProzaKinga Sabak
PROZA

Coś nie działa

Opublikowano w: Nr 02•2025 [15]

Klik, klik. No, załącz się. Coś nie działa ta zebra. Jakby się przegrzała, pierwszy raz się tak zacina. No, zobacz, co tu jest napisane na skanerze. Zebra. No, zebra. Taka firma dla kurierów, żeby skanowali. Może inne rzeczy też produkują, ale ja znam tylko te skanery. Sprawdź sobie w internecie, jak jesteś ciekawa, ja nic więcej nie wiem o tej firmie. Nie dziwię się, że się jebie, jeszcze nie było chyba tak gorąco w tym roku – dwadzieścia dziewięć stopni, a klima nie działa. Jak ma działać, jak ten fiat ma ze sto lat, wszystko się tu psuje, co chwilę coś innego. Kierunkowskaz się popsuł ostatnio, to nie mogłam w prawo skręcać. Jeździłam z tym kilka godzin, nigdy w życiu takich wkurwionych ludzi nie widziałam, darli się na mnie, od bab wyzywali i debilek, a ja, wiesz, co mogłam zrobić? To nie moja wina była. Wolałam tak jeździć, niż samochód oddać do naprawy, bo bym paczek nie rozwiozła i gówno bym zarobiła. Co? Co ty mówisz w ogóle, jak to wygląda jak nowy, sama wyglądasz jak nowa, tu zobacz, jakie stare siedzenia, tu gąbka wystaje, tu papierochami przepalone, tu się sypie wszystko. Nie, nie moje papierochy, tu każdy tym samochodem jeździ, co chwilę inny dostaję, bierzesz po prostu, który wolny, który na parkingu stoi. No palę, palę, ja też palę, wszyscy tu palą, ale nigdy nie przypaliłam siedzenia, ostrożnie palę. Szanuję przedmioty, nawet jak nie moje, to szanuję. Ja bym nie chciała, żeby ktoś mi szlugiem przypalił fotele w aucie. Ty byś chciała? No nie sądzę, że byś chciała.

Rozglądam się, bo dawno nie patrzyłam na ducato tak, jak inni mogą patrzeć, kiedy pierwszy raz patrzą. Jak się pierwszy raz patrzy, to się wszystko widzi wyraźnie, potem się już opatrzy i w ogóle nic nie widzisz, jakby powietrze samo było.

A co ty się mnie tak pytasz, czy wszystko w porządku. Wszystko w porządku, co ma być nie w porządku. Jak się chwilę nie odzywam, to już od razu, że coś nie tak? Jak się tak będziesz pytać, to wysiądziesz i w ogóle nie zobaczysz, jak praca kuriera wygląda. Praca kuriera jak praca kuriera, jedziesz, parkujesz, zostawiasz paczkę i spierdalasz. No, jeszcze tu w zebrze odhaczasz, żebyś wiedziała, że wydane. Tak, ja też myślałam, że skomplikowana, ale w ogóle nie skomplikowana. Tu wszystko masz napisane, program ci sam wybiera trasę na podstawie paczek, co je rano z sortowni odbierasz.

Trrrrr, trrrrr. Oho, pierwszy telefon, zaczyna się. Przyzwyczaj się, teraz już co chwilę będą dzwonić… O której paczka, o której paczka. Halo? Tak. Dzień dobry. Jaka ulica? Aha. No to… Tak za godzinę jakąś, myślę. Nie, nie mogę o pierwszej. Ja mam taką trasę, proszę pani, że u pani będę koło jedenastej, powinna pani dostać esemesa. Nie dostała pani? No to ja nic nie poradzę, że pani nie dostała, to coś z systemem może, czasem te esemesy nie dochodzą. Ale to nie ja wysyłam. Chyba bym zwariowała, jakbym jeszcze miała esemesy wysyłać. Automatycznie się wysyłają, z systemu, tak jak mówię. Nie ma pani? To jutro po prostu podjadę jeszcze raz, chyba że gdzieś zostawić, może u sąsiada? Aha. Nie, nie dam rady o pierwszej, powtarzam jeszcze raz. Już wtedy będę zupełnie gdzie indziej, taką mam trasę tu przez system wyznaczoną, jakby to ode mnie zależało, tobym pani przywiozła. Tak. Dobrze, zostawię pod drzwiami. Tak, esemesem kod do klatki proszę wysłać. Dziękuję uprzejmie, do widzenia.

Masz ten telefon, ty będziesz od teraz odbierać i z nimi gadać, zobaczysz, jak to jest. Ludzie myślą, że kurier to jest taka maszyna, nie człowiek, automat do dawania paczek, nawet cię nie zauważają często, w oczy nie patrzą. Niby nie ma się co dziwić, ale zawsze masz nadzieję, że jakoś lepiej będzie.

Sortownia? A, tak, mówiłam. Ale na sortownię cię nie będę brać, bo tam się za dużo dzieje. Jeszcze by ci jakaś paczka na nogę spadła, butów nie masz specjalnych, takie czubki ochronne nosimy w sortowni. A teraz jeszcze kontrole ciągle rano, badają nas alkomatem. Dopiero był wypadek, kurier potrącił matkę z dzieckiem i się okazało, że pijany. W radiu mówili, w „Faktach” pokazywali, to głośna sprawa była. Właściwie nie był pijany, wstawiony to tak, ale nie pijany. Już teraz nie pamiętam, ile miał promili, ale na moje to się nie łapało. Nie no, ja wiem, że nie powinien, ja go nie bronię, tylko po prostu mówię. Na początku co chwilę sprawdzali, teraz im się znudziło i już mniej, ale czasem sprawdzają. Lepiej, żeby cię tam nie zobaczyli, tam obcy nie powinni wchodzić, tylko pracownicy. Weź tam zajrzyj do schowka, tajger powinien być jeszcze jeden. Tak, tak, ten. Chcesz łyka? To otwórz mi jeszcze tylko, jak możesz. Dzięki.

Zresztą i tak byś nie przyszła na sortownię, w sortowni trzeba być szósta, po szóstej kawałek, dla ciebie to jest środek nocy pewnie, jak dla każdego w tym wieku. Wakacje są, to o której do domu wracasz? Piątek świątek, nieważne, teraz to i w środku tygodnia się do domu wraca nad ranem jak wakacje.

W sumie to nawet wyglądasz, jakbyś wczoraj popiła. No jak to po czym widać, oczy masz przekrwione, buzia blada. Myślisz, że jak se fluidu nawalisz, to nie widać? Widać, widać, tu się zmazał nawet trochę, zobacz, zaraz sobie bluzkę uwalisz. Nie obrażaj się, ja ci przecież nie mówię, żeby obrazić, tylko w dobrej wierze. Piwo zero? No kto by pomyślał. To po co siedzieć tak do późna, jak się nie pije? Ano ja wiem, taki świadomy każdy chce teraz być. Jakby się miało tak przeżywać świadomie wszystko, to nic, tylko się powiesić na drzewie.

Dobra, chodź, zobacz na zebrze, mamy pierwszy stop teraz, będziesz nawigować. Ile paczek pokazuje? Nie, nie cztery, tam jeszcze masz, zobacz, to jest ten sam stop. Czyli dziesięć adresów, dziewięć paczek. Pozanosisz, co? Zobaczysz prawdziwą pracę kuriera, chciałaś, to masz. Najpierw paczki znajdziesz na pace, a potem pozanosisz. Jak chcesz naprawdę zapierdol zobaczyć, to przed świętami możesz ze mną pojeździć. Pracujemy od szóstej do dwudziestej, do dwudziestej pierwszej czasem. W wigilię też wozimy. Przed świętami dwa razy więcej paczek niż zwykle, a przecież rozwieźć trzeba. Wtedy to mocniejsze rzeczy niż alkohol wchodzą, ale to już alkomat nie wykryje.

No, masz tu w apce adresy. Szukaj po tej stronie, po lewej. Czy co? Czy tak załadowuję? Powiem ci, że różnie. Jak mi się chce, to już w sortowni pakuję adresami, że o, tam najgłębiej te adresy, co mam na końcu. Wtedy szybciej idzie rozwożenie. Ale jak nie mam nastroju, to wwalam wszystko, aby szybciej, aby już nikt w sortowni nie gadał do mnie, tylko żeby się w samochodzie zamknąć i się ludzi pozbyć. Ja to tak mam, że mnie rano ludzie męczą bardzo i nie chce mi się gadać. To znaczy w ogóle tak mam, że mnie męczą i bym wolała sama siedzieć. Nieeee, no tak gadam tylko, bo potem, jak już sama siedzę, to mi brakuje ludzi. Niektórzy umieją czerpać radość z bycia z innymi, widać po ludziach czasem w parku czy gdzieś, że się cieszą, rozmawiają, grają w badmintona czy na kocu siedzą na pikniku. Ale ja tak nie umiem. A może mnie zwyczajnie nudzi to wszystko, tak jak całe życie mnie nudzi, i nie ma co szukać jakiejś głębszej filozofii w tym. Robotę trzeba zrobić, potem zjeść, odpocząć, spać, i od początku.

Dobra, segregacja. Dzisiaj akurat trochę posegregowałam, bo wiedziałam, że ze mną jedziesz, że będziesz chciała sobie sprawdzić, jak się szuka standardowo. Daj spokój, nie ma za co dziękować.

Czyli tak, po lewej. Zobacz tu w apce, jaki masz pierwszy adres. Piłsudskiego 12. No to szukamy, Krupińska Anna, tak, możesz po nazwisku. To chyba taka większa paczka, tam głębiej, zobacz. No, no. Ona lubi zamówić takie dwadzieścia kilo, że się nanosisz. Nie wiem, zwykle karmę dla psa, zobacz, czy jest logo Maxi Zoo. Ona czasem ma cięższe, niż regulamin przewiduje, ale jej wnoszę, bo ją lubię. Innym nie wnoszę. Jak cięższa niż trzydzieści jeden i pół kilo, to dzwonisz, że czekasz na dole i proszę zejść. Nie wszyscy wiedzą, że kurier nie ma obowiązku. Myślą, że zamówią coś ciężkiego i im jeleń z kurierki wniesie. Ja się w to nie bawię.

No jasne, że mi się tak zdarzało, ludzie jakieś wieszaki zamawiają, garderoby, szafki, chuj wie co. Jak pierwsze, drugie piętro, to czasem wnoszę, ale jak wyżej i windy nie ma, to dzwonię, że mają zejść. Raz wkurwiona zadzwoniłam i już chciałam opierdalać babę, że se nazamawiała jakiegoś żelastwa, ale staruszka odebrała. Aż nie chciało mi się wierzyć, że sama zamówiła. Tak, tak, zaraz się okazało, że to jej syn zamówił jakieś zapasy mąki, cukru. Jak usłyszałam jej głos, to wniosłam, nie oglądałam się nawet na żaden napiwek. Tak mi dziękowała, że aż mi się głupio zrobiło. Aż łzy w oczach miała, że człowiek taki dobry może być.Też tak masz, że cię starzy ludzie wzruszają? Mnie wzruszają. Wiesz, że u nich samotność jeszcze bardziej widać, takie opuszczenie. Pewnie mieli jakieś ciekawe życie, tak sobie myślę. Wyobrażam sobie, jak tańczą w jakimś lokalu, jak w starym polskim filmie bez kolorów. Szaleją sobie, rodziny zakładają, a potem zostają sami, tylko z tymi wspomnieniami. Wieczorami jedzą kanapki z czerstwym chlebem i oglądają zdjęcia z czasu, kiedy jeszcze dla kogoś byli ważni. 

Z takich dziwniejszych? A to czekaj, pierwsza lepsza sytuacja. Babka z czterdzieści lat, no, może trochę więcej. Zamówiła paczkę za pobraniem. Poszłam jej zanieść, tam, w stronę Okrzei, niedaleko kościoła. Nie, ta akurat nie miała ciężkiej, wręcz przeciwnie, leciutka. Korale miała na szyi, strój domowy, czyli tam jakieś legginsy, koszulka wyciągnięta, widać, że znoszona, i do tego korale. Grube, wielkie, czerwone. Jakby ważyły ze sto kilo, jakby się miała ugiąć pod tymi koralami. Pomyślałam, że musiała w ostatniej chwili złapać te korale, żeby w nich otworzyć drzwi. Wiesz, jak czasem się robi, jak ktoś dzwoni do ciebie niespodziewanie domofonem i chce wejść, a ty jesteś niegotowy, to na szybko włosy przeczesujesz, twarz przepłuczesz nad umywalką i dopiero otwierasz. To ona jakby zamiast się uczesać, korale założyła. Daję jej paczkę, przyjmuję pieniądze, no i jak ona drobnych szuka, to jej mówię: jakie ciekawe korale pani ma. Wiadomo, jak cisza jest, to zawsze lepiej coś powiedzieć, to ja jej o koralach, żeby miło było, żeby wiedziała, że zauważyłam. Ładne? A tak mi się zdaje, że ładne, tak mi odpowiedziała i się złapała ręką za te korale. Nie podziękowała tylko, że „tak mi się zdaje właśnie, że ładne”. Potem dopiero podziękowała, ale nie za korale, tylko za paczkę. I jeszcze na odchodnym mówi, że zwykle to mężczyźni przychodzą z paczką, że jeszcze nigdy kobiety kurierki nie widziała. A, wie pani, bo dziewczyny to bardziej na tych mikropaczkach są i na paczkomatach, twarda kurierka jest cięższa, to zwykle chłopaki, ale jest też kilka dziewczyn. Rozumiem, rozumiem. Uśmiechnęłyśmy się do siebie, do widzenia, do widzenia i poszłam do auta.

Pot mi się leje już ze wszystkiego, jak tu gorąco, spodnie przyklejone do dupy, plamy na kierownicy, jebana klima. Ona to chyba w ogóle się nie poci.

Nie minęło parę dni, jak znowu do niej trafiłam. Na początku nie wiedziałam, bo to tyle tych paczek, tyle nazwisk i drzwi, że nie sposób zapamiętać, kto gdzie mieszka. Jak otworzyła, to od razu skojarzyłam panią od korali. Dobrą pamięć mam do twarzy, a też ona miała w sobie coś takiego, że zapamiętałam… Co? Trudno powiedzieć, jakieś takie spojrzenie głębsze, czasem ktoś ma taki smutek w oczach, że zapamiętujesz. Upał był jak dziś, może trochę mniejszy, bo dzisiaj to naprawdę koszmar. Miała na sobie sukienkę w kwiaty kolorową i te same korale znowu.

Dzień dobry, paczuszka dla pani, mówię, a ona się uśmiecha do mnie i ręce wyciąga. Dzień dobry, dzień dobry, nie wiedziałam, że tak szybko pani będzie, mówi do mnie, ale nie wygląda, jakby była jakoś serio zaskoczona. Proszę chwilę zaczekać, mam nadzieję, że będę miała odliczone. I pokazuje ręką, żebym weszła do środka. Ja już podkurwiona, bo nie dość, że pieniędzy nie przygotowała, to jeszcze muszę odmówić wejścia, a nie znoszę odmawiać, bo się zawsze boję, że komuś będzie przykro. Nie, nie, nie będę wchodzić, wózek z paczkami zostawiłam na dole, nie chcę, żeby ktoś ukradł. To była akurat prawda, bo jeszcze miałam kilka paczek w drugiej klatce do zostawienia. Nie, nie, proszę wejść, powtarza, tylko na sekundę, żeby pani na klatce nie stała w przeciągu. Ja pierdolę, myślę sobie, ale wchodzę, bo ta szopka z namawianiem trwałaby dłużej niż samo szukanie portfela.

Staję w przedpokoju, ona coś krzyczy do mnie z głębi mieszkania, ale nie wiem co. Słucham?? Nic nie słyszę!! Czekam tu na panią!, wołam i stoję dalej. Od razu widać, że na Temu kupuje. Światełka ma takie na ruch na przykład. Że jak się ruszasz, to się zapalają. Niby nowocześnie, ale jak się przyjrzysz, to widać, że przyczepione do ściany na klej. Przyklejasz i działa na bateryjki wymienne. Moja matka takie ma, to wiem. Działa, działa, a potem nagle się rozwala i nic nie poradzisz. Baterię wymienisz i dalej nic, nie wiadomo, o co chodzi, zrobione jakby na raz. Wyrzucasz i kolejne kupujesz, bo tanie. Ludzie tak robią, no serio ci mówię. Inteligentne wazoniki, wentylatory z oświetleniem, bezpłomieniowe świece na pilot, wymyśl sobie cokolwiek i na Temu to znajdziesz. Najczęściej takie samotne babki kupują, takie, co nie mają co ze sobą zrobić. Ta też na stówę sama mieszka. Tylko jej buty stoją w przedpokoju, jestem pewna, że tylko jej.

W końcu przychodzi, perfumy od niej czuć, jakby dopiero się co spsikała, kwiatowe, zdecydowanie za słodkie. Pewnie zaraz wychodzi, myślę sobie, dlatego się tak spsikała. Mnie się nie podoba, ale jak jej się podoba, to niech se psika, co mi do tego, kto się czym psika. Daje mi równo odliczone i jeszcze dychę wyciąga, że niby napiwek. Ojej, dziękuję bardzo, mówię i biorę od razu, już się nauczyłam, że jak ktoś daje, to trzeba brać. Nie udawać, że nie tam, nie trzeba, jak mnie zawsze uczyli za dzieciaka, tylko brać. Wyciągam rękę, biorę, uśmiecham się i do widzenia. A ona nagle jakby się rozpłakać miała. Wszystko w porządku?, pytam. Tak, tak. Może pani wejdzie na chwilę? Wody pani naleję, taki upał, na pewno pić się pani chce. Nie, nie, naprawdę dziękuję, muszę lecieć, jeszcze mnóstwo paczek mam do rozwiezienia, mówię jej, chociaż już jak mówię, to mam wyrzuty sumienia, bo zaraz jej będzie przykro na pewno. Trudno się nauczyć odmawiać, gdy całe życie cię uczyli, że ma być miło i wszystko trzeba robić tak, jak ktoś chce, a nie jak ty chcesz. Proponuje jeszcze ze dwa razy, ale na szczęście mi telefon zadzwonił, przepraszam, muszę odebrać, mówię, chociaż wcale nie muszę, bo to jakiś wkurwiający klient, co chciał zapytać, za ile będę. Odbieram i mówię tonem, jakby od tego moje życie zależało. Pokazuję jej na migi, że lecę, krzyczę do widzenia i jak najszybciej, żeby zejść, żeby mi już zniknęła z oczu i żeby mi nie wciskała herbaty czy tam wody.

Co za nawiedzona baba, pomyślałam najpierw, zeszłam na dół, oparłam się o samochód i odpaliłam szluga. Myślałam, wiesz, czy dobrze zrobiłam, bo pewnie po prostu wody chciała dać, a ja uciekłam jak poparzona. Czasem biorę wodę, gdy ktoś proponuje, ale od niej akurat nie chciałam, coś mi kazało odmówić i spierdalać. No i ze dwa dni później zadzwonili do mnie z policji, bo mieli mój numer z centrali podobno, i się pytali, czy ja pani Halinie Nowackiej przyniosłam paczkę tego i tego dnia. Na razie myślę, kurwa, czy oni naprawdę sądzą, że ja pamiętam jakąś Halinę Nowacką, jak tyle paczek dziennie rozwożę? A potem mi mówią, żebym sprawdziła adresy i oddzwoniła, czy była taka paczka. No dobra, sprawdzę zaraz, mówię. Rozłączyli się, sprawdzam, 5 sierpnia, wtorek, Okrzei 17/5. Mam. Halina Nowacka. Halina Nowacka, Halina Nowacka, myślę, aha. To ta baba, co mi tak wodę wciskała. Już wiem która. Oddzwaniam i mówię, że tak. To pani Halina z trzeciego piętra, małą paczuszkę dla niej miałam, była ubrana w sukienkę w kwiaty i czerwone korale. A oni na to, że sąsiadka ją znalazła w mieszkaniu, że nie żyje, że w tej paczce, co jej dostarczyłam, to coś było. Nie chcieli mi powiedzieć co i już dalsze dochodzenie mieli robić. Potem się to ciągnęło jeszcze za mną, bo się okazało, że byłam ostatnią osobą, która ją widziała. Czaisz? Nie żyła ta babka. Dobrego miałam czuja, żeby wtedy od niej spierdalać, co nie?

Dobra, chodź już, zanieś ty do drugiej klatki, ja pójdę tam. Chciałaś zobaczyć, jak praca kuriera wygląda, to pozanoś, poznaj ludzi. Pięć paczek masz, niedużo. Jak przyjdziesz, to sobie szluga zapalimy i jedziemy na kolejny stop.

A