Przejdź do treści
Ficowski pieśniarsko-cygański: garść zamyśleń (oraz hors d’œuvre à l’anglaise), cz. 2
EsejTristan Korecki
ESEJ

Ficowski pieśniarsko-cygański: garść zamyśleń (oraz hors d’œuvre à l’anglaise), cz. 2

Opublikowano w: Nr 01•2025 [14]

W internecie można znaleźć dawne nagranie telewizyjne – jak wynika z opisu: z widowiska „Wielka Giełda” z roku 1966 – w którym przy akompaniamencie akordeonu rozlega się śpiew młodej, szczupłej, ciemnowłosej dziewczyny w chustce, ukazanej z półprofilu, o czarnych oczach, z makijażem wokół nich à la Ewa Demarczyk, charakterystycznym dla lat sześćdziesiątych. Za śpiewającą dziewczyną widać młodego akordeonistę – to Edward Dębicki. Muzyka, która się rozlega, jest dziełem Katarzyny Gaertner, z charakterystyczną dla owej dekady big-beatową estetyką; mamy tu właściwie do czynienia z próbą współczesnej, właśnie bigbitowej reinterpretacji cygańsko-węgierskiego czardasza, z jego charakterystycznymi częściami – wolną i szybką.

Napisał niegdyś Ficowski: „Randii nie brakowało ani sił, ani zapału, ani pracowitości i nigdy – mimo zmęczenia – nie traciła na estradzie ani spontanicznej naturalności, ani uśmiechu. I kto by powtórzył stare pomówienie o rzekomym cygańskim lenistwie! Pracowała w swej artystycznej specjalności bez wytchnienia, dając świadectwo prawdzie, że praca, którą się umie i którą się kocha, i która ponadto zapewnia dobre utrzymanie, nie bywa plagą, ale błogosławieństwem. Trud i mozół, których cygańscy artyści nie skąpili, to była ich sprawa, rzec by można – zakulisowa. Dla widowni był tylko lotny taniec, niewymuszony uśmiech i pełna wigoru piosenka. Po występach, w garderobie, Randia podpisywała fotosy, była gwiazdą”.

Więcej

A