Przejdź do treści

Kategoria: Proza

Wyjazd

Dość wcześnie wyjechaliśmy z domu. Wybrałem trasę do Czech raczej ubogą w niespodzianki. Bała się jechać autostradą, więc zgodziłem się na alternatywne rozwiązanie, jakim była droga przez obrzeża miast, wioski, wioseczki. Wziąłem ze sobą termos z kawą i rogalika z piekarni, do której zajechałem przez wyjazdem. Jej siostra poprosiła o kanapkę, ona niczego nie chciała. […]

Czytaj dalej

„Ładna”

Zbliżał się piątek. Było już dobrze po dwudziestej i wiedziałam, że nie mogę tego dłużej odkładać. Usiadłam na łóżku i chwyciłam telefon by zadzwonić do matki. Westchnęłam na tyle głośno, że leżąca na parapecie Borówka obudziła się i znacząco na mnie spojrzała. Przeciągnęła się leniwie, ziewnęła ukazując małe białe kły i powoli podeszła. Chyba przeczuwała, […]

Czytaj dalej

Bolo

I Siedem identycznych bloków z wielkiej płyty. Szare elewacje, miejscami odbarwione od słońca, pokryte zaciekami i graffiti. Balkony pełne starych krzeseł, dywanów, plastikowych doniczek z martwymi kwiatami. Na jednym flaga biało-czerwona, brudna od deszczu. Na innym satelita z urwanym kablem, dyndającym na wietrze jak niedokończona myśl. A za tym wszystkim łąka. Skrawek niczego zarośnięty trawą, […]

Czytaj dalej

Śmierć rutyny

Czara była pełna. To nie wina jednego incydentu, nagle moja egzystencja uderza w szybę życia, jebane koło na jeziorze, zamącony spokój, kolejne jebane kap kap… Ale cóż się dziwić, gdy szef za plecami obcina ci pensję i nagle dowiadujesz się, że gość na tym samym stanowisku co ty zyskuje premię w wysokości twojej straty. Przypadkiem […]

Czytaj dalej

Trzy opowiadania

Nad zalewem Januszowi Klenczonowi Podobno znaleziono go w fotelu. Na dywanie leżała szklanka. Może wypadła mu z ręki. Rozlana herbata, fusy. Głowa odchylona do tyłu. Lewa ręka bezwładna. Prawa ręka na sercu.Byłem naiwny, myśląc że jeszcze nie raz pogadamy.Widzieliśmy się tylko dwa razy. Miałem jego numer telefonu od lat. Odczucie, żeby zadzwonić, nie przychodziło. Na […]

Czytaj dalej

Złodziej tożsamości

Timofiej rozejrzał się dookoła. Czy było na tym świecie coś piękniejszego niż skąpany w złocistych promieniach słońca październikowy las, mieniący się wszelkimi odcieniami szkarłatów, rudości, ochry i przegniłej zieleni? Jeśli trafi do nieba, to ma nadzieję, że oprócz Anfisy będzie czekał na niego kosz do zbierania grzybów. Ta lekka euforia, którą czuł, wypełniała go po […]

Czytaj dalej

400 m

Przez pierwsze kilkadziesiąt metrów żartują i śmieją się głośno. Potem każdy oddech przydaje się, więc je oszczędzają. Za łukiem w grupie już nie ma Kuby. Chwilę mu zajmuje wejście w rytm, lecz ma coś w głowie, słowa, które z każdym metrem docierają do niego wyraźniej: „to jest to”. Tak po prostu. Kuba przestaje myśleć w […]

Czytaj dalej

Hałastra, park Skaryszewski

Jest takie zdjęcie warszawskiej grupy „Hałastra”, sześciu mężczyzn przy jakimś stoliku w parku, każdy patrzy w inną stronę, jakby spotkali się przypadkiem. Czterech ma bujne czupryny, jeden ma brodę, jeszcze jeden łysieje. To Mendel Elkin, Perec Hirszbejn, Uri-Cwi Grinberg, Perec Markisz, Melech Rawicz i Izrael Jehoszua Singer. Brakuje na zdjęciu jeszcze kilku: choćby Menachema Kipnisa, […]

Czytaj dalej

Niedokończone niebo

Poznałem go, kiedy pracowałem u pewnego ambitnego tapicera, Jurek był tam projektantem i facetem od zarządzania, robiliśmy meble na wysokim poziomie, ogromne sofy z marszczonymi oparciami albo fotele wyściełane delikatną skórą, w sam raz dla paniuś, które zakochiwały się w tych meblach od pierwszego wejrzenia, wyobrażając sobie, jak sadzają swoje kształtne dupy w zagłębieniach białych, […]

Czytaj dalej