Przejdź do treści

Kategoria: Proza

międzyplanetarna zbieraczka, zbieraczka zgięta wpół (fragment)

prolog IDZIE, IDZIE WSTĘP międzyplanetarna zbieraczka, zbieraczka zgięta wpółona idzie do przodu, nie niecierpliwi sięjestpochylone wpół postaciciągle zgięci wszyscy wszędzieidzie przez pola lasyktozbieraczka, zbieraczka zgięta wpół, idzie przez kontynenty i planetymiędzyplanetarna zbieraczka zgięta wpółjest pradawna jak kamień, który wchodzi na górę sam, jak zbieraczka samotna, która idzie, idzie co widzi zbieraczka:pety, kości, pety puszki,pety, kości, […]

Czytaj dalej

W majową, burzową noc…

Burze dzień cały.Cały dzień zburzony.Zbudzony burzą,burzą oburzonytwój człowiek jest. Marcin Świetlicki, Burzenie Chmury nadciągnęły od strony miasta. Pojawiły się nagle. Bordowosine, nabrzmiałe od wody, toczyły się wolno po szczytach wieżowców. Ich niski lot po niebie przypominał stado olbrzymich, napitych komarów, które za chwilę zwymiotują na domy w dole, ulice, samochody. Wraz z chmurami przyszedł wiatr. […]

Czytaj dalej

Pelagial

Pierwszy raz zobaczyłam go w pubie „Dwóch Sasów”. Siadywał przy barze, najczęściej sam, niekiedy w towarzystwie kilku kolegów, wypijał pintę piwa i zerkał w moją stronę. Oczy miał w kolorze stali, spojrzenie chmurne, rysy twarzy ostro wyrzeźbione. Skórę ramion pokrywały tatuaże wychwalające w cyrylicy bohaterów średniowiecznych bitew. Imię nosił słowiańskie i melancholijne – Milan. Pochodził […]

Czytaj dalej

Gloria

Mój ojciec na studiach miał kolegę we wsi Gaj, pod Krakowem. Kilka razy byliśmy tam z nim i matką. „Jedziemy do Arka i Ewy”, mówili rodzice. Jako miastowy dzieciak nie przepadałem za tym. Na początku siedziałem z dorosłymi, kiedy oni grillowali i obalali kolejne flaszki. Niekiedy bawiłem się z moim psem Felkiem. Ciągnący się czas […]

Czytaj dalej

Wyjazd

Dość wcześnie wyjechaliśmy z domu. Wybrałem trasę do Czech raczej ubogą w niespodzianki. Bała się jechać autostradą, więc zgodziłem się na alternatywne rozwiązanie, jakim była droga przez obrzeża miast, wioski, wioseczki. Wziąłem ze sobą termos z kawą i rogalika z piekarni, do której zajechałem przez wyjazdem. Jej siostra poprosiła o kanapkę, ona niczego nie chciała. […]

Czytaj dalej

„Ładna”

Zbliżał się piątek. Było już dobrze po dwudziestej i wiedziałam, że nie mogę tego dłużej odkładać. Usiadłam na łóżku i chwyciłam telefon by zadzwonić do matki. Westchnęłam na tyle głośno, że leżąca na parapecie Borówka obudziła się i znacząco na mnie spojrzała. Przeciągnęła się leniwie, ziewnęła ukazując małe białe kły i powoli podeszła. Chyba przeczuwała, […]

Czytaj dalej

Bolo

I Siedem identycznych bloków z wielkiej płyty. Szare elewacje, miejscami odbarwione od słońca, pokryte zaciekami i graffiti. Balkony pełne starych krzeseł, dywanów, plastikowych doniczek z martwymi kwiatami. Na jednym flaga biało-czerwona, brudna od deszczu. Na innym satelita z urwanym kablem, dyndającym na wietrze jak niedokończona myśl. A za tym wszystkim łąka. Skrawek niczego zarośnięty trawą, […]

Czytaj dalej

Śmierć rutyny

Czara była pełna. To nie wina jednego incydentu, nagle moja egzystencja uderza w szybę życia, jebane koło na jeziorze, zamącony spokój, kolejne jebane kap kap… Ale cóż się dziwić, gdy szef za plecami obcina ci pensję i nagle dowiadujesz się, że gość na tym samym stanowisku co ty zyskuje premię w wysokości twojej straty. Przypadkiem […]

Czytaj dalej

Trzy opowiadania

Nad zalewem Januszowi Klenczonowi Podobno znaleziono go w fotelu. Na dywanie leżała szklanka. Może wypadła mu z ręki. Rozlana herbata, fusy. Głowa odchylona do tyłu. Lewa ręka bezwładna. Prawa ręka na sercu.Byłem naiwny, myśląc że jeszcze nie raz pogadamy.Widzieliśmy się tylko dwa razy. Miałem jego numer telefonu od lat. Odczucie, żeby zadzwonić, nie przychodziło. Na […]

Czytaj dalej